Syndrom bumerangu

Otóż i mamy odpowiedź na mętne wywody quasi-redaktora portalu J24. Tak jak przypuszczałem, cierpliwość ludzka ma swoje granice. Przeczytałem ostatni artykuł na Jedlicze.org w sprawie oczyszczalni i jakże to odmienny od „sensacyjnego cyklu” przekaz. List byłego prezesa JPGK zawiera konkrety, odwołuje się do dokumentów i, co ważne, jest podpisany imieniem i nazwiskiem, co świadczy o tym, że autor bierze odpowiedzialność za słowa. Konfrontując te informacje z propagandowymi tekstami służalczego portalu, nasuwa się myśl:

„Kłamstwo posiada wiele aspektów: niedopowiedzenie, półprawda, oczernianie…Ale zawsze jest bronią tchórzy.„ (Josemaria Escriva)

Za to redaktorek J24 jakoś przycichł. Obiecywał kolejne sensacje i…klapa. Czyżby zabrakło dalszych pomysłów, a może, analizując wpisy w komentarzach, zrozumiał, że zamiast pomagać swoim mocodawcom, zaczyna im szkodzić? Prawda zawsze się obroni, a co pozostanie kłamcy? Tylko wstyd, pod warunkiem, że jest jeszcze zdolny do jego odczuwania. Jakże małym i zakompleksionym człowiekiem jest ten, kto buduje swoją „wielkość” oczerniając i opluwając innych. Ale złe oko widzi tylko złe obrazy.

Jakiś czas temu przewidywałem syndrom bumerangu i okazuje się, że miałem rację. To, co według bezkrytycznych lokalnych propagandzistów miało pomóc władzy, zaczyna jej szkodzić i ją dyskredytuje, wrzucając w otchłań śmieszności i absurdu.

Emocjonalna symfonia

To już nawet nie jest śmieszne. To smutne, że „redaktor” portalu J24 i jego mocodawcy traktują nasze jedlickie społeczeństwo jak grupę pół lub nawet ćwierćinteligentów. Zaserwowano nam w ostatnich dniach serię „sensacyjnych” tekstów na temat oczyszczalni, a zapowiadają się kolejne.

Często słyszymy głos z jedlickiego Ratusza, aby nie ulegać emocjom, by rozmawiać i ze stoickim spokojem analizować, działać transparentnie, etc., etc. … Tymczasem mamy tu przykład prymitywnej i żenującej gry na uczuciach i nie jest to jedynie etiuda, ale już emocjonalna symfonia. Szkoda tylko, że słychać fałszywe nuty.

Zastanawiałem się nad motywacją naszego jedlickiego pismaka, po co dzielić temat, niekoniecznie skomplikowany, na kilka części, skoro „krótko i na temat” można by ująć zagadnienie w jednym tekście. Pomijając fakt, że to odgrzewany kotlet, sądzę, że chodzi właśnie o budowanie dramatycznego napięcia. „Szokujące fakty”, groziło nam zamknięcie”, „okłamywano nas w żywe oczy”, „dokuczliwy smród spędzał sen z powiek” – toż to stylistyka jak z powieści sensacyjnej czy thrillera. Czyżby to był krzyk rozpaczy redaktorka, aby reanimować niezbyt poczytny ostatnio portalik, a może internauci mają rację i jest to początek kampanii wyborczej obecnych włodarzy. W końcu aktualne problemy inwestycyjne należy jakoś wyciszyć, najlepiej tematem zastępczym, odwracającym uwagę wyborców.

Kierując się jak zwykle racjonalizmem, podsumuję. Każda instalacja z czasem się zużywa i wymaga naprawy. Z tego, co pamiętam z wyjaśnień, które pojawiały się na portalach internetowych, remont oczyszczalni został zaplanowany i zabezpieczony finansowo przez poprzednią ekipę rządzącą. Dlaczego jednak został wykonany z dużym opóźnieniem? Czy to nie zwlekanie z naprawą spowodowało pogorszenie wyników badanych próbek? Czyżby w końcu remont oczyszczalni za dwa miliony nie przyniósł oczekiwanego efektu? To też wina poprzedników? Śmieszne. No ale jak ktoś zakłada, że nic, co powstało przed objęciem władzy przez panią Burmistrz, nie może być dobre, wartościowe, to mamy takie właśnie efekty.

W dyskusji potrzebne są konkretne argumenty. Jeśli ktoś rzeczywiście zawinił, sprawa powinna być skierowana do organów ścigania. Tymczasem w dość mętnych tekstach na J24, nie ma żadnych konkretów, same ogólniki, które nic nowego do sprawy nie wnoszą. Wiele z wypowiedzi Radnych to szyte grubymi nićmi insynuacje, żeby nie powiedzieć pomówienia. Mam nadzieję, że wreszcie ktoś nakłoni naszych gminnych przedstawicieli do ponoszenia odpowiedzialności za słowa.

Emocjonalne, kwieciste przemówienia to mowa-trawa, coraz bardziej widać rozdźwięk pomiędzy słowami i czynami. Dlatego dedykuję panu „redaktorowi” i innym osobom odpowiedzialnym za tę siermiężną propagandę zasłyszane kiedyś bardzo mądre zdanie: „To, kim jesteś, krzyczy tak głośno, że nie słyszę tego, co mówisz”

Ile czasu potrzeba, aby „przykleić się do stołka”?

„Kogo Pan Bóg chce ukarać, temu rozum odbiera! Im większe napięcie i głośniejszy krzyk, czy to na wiejskim zebraniu, czy też w komentarzach pod artykułami lub w innych okolicznościach, tym większe – mam wrażenie- zaniepokojenie tych, którzy poza głoszeniem populistycznych haseł nie mają nic do zaoferowania społeczeństwu. Choć u niektórych euforia po wygranych wyborach jeszcze nie wygasła, to perspektywa upadku z tak wysokiego szczebla i wizja „odklejenia się od stołka” boli niemiłosiernie. To z kolei wywołuje wielką frustrację, żeby nie powiedzieć panikę”.

Pozwoliłem sobie sparafrazować początkowy fragment kolejnego tekstu z cyklu: „O wszystkim i niczym – czyli owijanie w bawełnę”, który ukazał się na portalu J24. Kilka wcześniejszych „wytworów” pominąłem pobłażliwie milczeniem, mając nadzieję, że redaktorek młody jest, dopiero się uczy i pójdzie w końcu po rozum do głowy. Niestety moje nadzieje okazały się płonne. W pierwszych zdaniach swojego (prawdopodobnie) tekstu autor stawia trafną diagnozę, ale jak widać po jego wypowiedziach albo terapii nie podjął, albo jest ona nieskuteczna.

„Krótko i na temat” to dobry żart, bo ani nie jest krótko, ani na temat. „Wstyd niejedno ma imię” (napisałem poprawnie, bo „redaktorowi” znów błąd ortograficzny się przytrafił) to mój ulubiony fragment. Świadczy bowiem o dość niskiej inteligencji autora, skoro w czyjejś wypowiedzi nie potrafi dostrzec ironii czy sarkazmu. Natomiast fragment: „kontrolę nad stroną przejęli żądni władzy kolesie” to jak podpis, jak przyznanie się do winy, a próby ataku politycznego wymierzonego we wszystkich, którzy ośmielają się nie przyklaskiwać obecnym włodarzom, a może nawet ośmielą się wystartować w kolejnych wyborach samorządowych przynoszą złą sławę służalczemu portalowi.

Szczytem hipokryzji jest zarzucanie komuś (bliżej nieokreślonemu) braku kręgosłupa moralnego. Proszę spojrzeć w lustro. Panu redaktorowi i jego „mentorom” dedykuję jedną z moich ulubionych fraszek Sztaudyngera:

„Głos z telefonu”

Halo, tu sumienie!
Czy pan zamówił budzenie?

Horror czy…?

Na jedlicze.org „Powiało grozą…”. Jedlickie władze potrzebowały tylko trzech tygodni na zredagowanie sprostowania artykułu o przerwanej budowie żłobka. Cóż za zawrotne tempo.

 W trakcie lektury doprawdy wzruszyłem się, czytając  o staranności i rzetelności dziennikarskiej. Proponuję wysłać to uzasadnienie również do naczelnego zaprzyjaźnionego z władzami portalu.

Również w komentarzach sporo ciekawych spostrzeżeń. W dobie przesyłek poleconych, kurierów, fax-ów czy też poczty elektronicznej z przesyłką listową wysyła się do Wrocławia pracownika Urzędu Gminy!

W rozdzielniku figuruje informacja „2. A/a”. Jak słusznie zauważyła komentująca „waleria”,  pismo nie ma sygnatury urzędowej. W jakiej teczce akt zostanie umieszczone?

I na koniec,  pod tekstem widnieje podpis zastępcy burmistrza. Najważniejsza W Gminie znowu chowa się za czyimiś plecami. Swoją drogą ciekawe, czy 11 sierpnia pojawi się na rozprawie administracyjnej w sprawie spalarni?

Reasumując: miał być horror – wyszedł pastisz.

Z cyklu „Cytaty”

„W naszej gminie ruszyły strony internetowe, które pomimo wizualnie tzw. fajnego pierwszego wrażenia- służyć będą do… manipulowania! Pomysłodawca jednej ze stron stracił już kontrolę, a raczej kontrolę nad stroną przejęli żądni władzy kolesie.”
Źródło: www.jedlicze24.pl

Dlaczego mam wrażenie, że naczelny zawarł tu fragment swojego pamiętnika?

Nadzieja na rzetelną informację

Mam nadzieję, że nareszcie mamy w Gminie Jedlicze stronę informacyjną w pełnym tego słowa znaczeniu. Mam na myśli stronę jedlicze.org. Luka informacyjna, o której mowa w artykule „W 80 dni dokoła Jedlicza”, rzeczywiście była bardzo widoczna. Brakowało rzetelnej i obiektywnej informacji na różne tematy. Dotychczas funkcjonujące strony informacyjne ( jedlicze.pl oraz jedlicze24.pl) nie tylko podają informacje w sposób wybiórczy i jednostronny, ale na dodatek z dużym opóźnieniem, a i ich aktualizowanie też pozostawia wiele do życzenia, np. na jedlicze24 do dziś jedną z najważniejszych informacji widniejących na stronie głównej jest rozmieszczenie parkingów w czasie Dni Jedlicza, które odbywały się przed dwoma tygodniami.

Blogi ze swej natury na pewno nie mogą być traktowane jako media informacyjne. Ich autorzy nie są wszakże dziennikarzami. To najczęściej osoby, które pisząc, pragną dzielić się z innymi swą wiedzą czy też (jak w moim przypadku) refleksjami.

Redakcji jedlicze.org gratuluję wspaniałego wyczucia. Dostrzegli lukę i doskonale starają się ją wypełnić. Współpraca z redakcjami innych portali jest tu bardzo dobrym prognostykiem na przyszłość. Póki co, to, w moim odczuciu, za mało informacji z dziedziny lokalnej polityki. Warto byłoby uświadomić  mieszkańcom Jedlicza, jak wydawane są publiczne pieniądze. Ale rozumiem, że nie wszystko od razu. Może w przyszłości będzie więcej. Może w końcu doczekamy się nawet relacji z obrad Rady Miejskiej. Tematów wartych omówienia jest dużo.

Redakcji życzę wielu sukcesów. Przede wszystkim tego, aby za jakiś czas marka jedlicze.org kojarzyła się z rzetelną, niezależną sztuką dziennikarską.

O „radosnej” twórczości…

Od kilku dni, jadąc do pracy i wracając z niej, z uwagą spoglądam na jedlicki rynek. Wszystko za sprawą publikacji na temat Gminnego Programu Rewitalizacji. Skłamałbym, pisząc, że dokładnie zapoznałem się z tym dokumentem, ale przeglądając go, na zapisy dotyczące rynku zwróciłem szczególną uwagę.

Jak podaje Wikipedia: „Rewitalizacja stanowi proces wyprowadzania ze stanu kryzysowego obszarów zdegradowanych, prowadzony w sposób kompleksowy, poprzez zintegrowane działania na rzecz lokalnej społeczności, przestrzeni i gospodarki, skoncentrowane terytorialnie, prowadzone przez interesariuszy rewitalizacji na podstawie gminnego programu rewitalizacji.”

Czy rynek w Jedliczu (a właściwie powinno się nazywać ten obiekt zieleńcem czy skwerkiem przy ulicy Rynek) rzeczywiście jest tak zdegradowany, aby potrzebował inwestycji za 1,5 mln zł.? Co bardziej ciekawe, jako lokalizację tego przedsięwzięcia wskazano nie tylko parcele, na których położony jest rzeczony skwerek i drogi wokoło niego, ale również działkę, na której znajduje się budynek Urzędu Gminy, a także parkingi za nim oraz za budynkiem biurowym GS. W tabeli na stronach 51 i 52 programu dostępnego na gminnej stronie można poczytać opis. Ale czy większość wskazanych problemów zostanie rzeczywiście rozwiązana poprzez przebudowę jedlickiego rynku. Czy, w końcu, tych działań faktycznie potrzebnych (dostosowanie do potrzeb niepełnosprawnych) nie można wykonać za zdecydowanie mniejsze pieniądze? Możliwości uzyskania dotacji nie kończą się na funduszach unijnych. A jeżeli jestem przy finansach. W programie zakłada się, że 95% środków pochodzić będzie z funduszy unijnych. Czy takie założenie jest realne? Jeśli prześledzi się ogłoszenia o naborach wniosków na różne działania, to okazuje się, że gminy na swe inwestycje otrzymują od około 50% do 75% dofinansowania do kosztów kwalifikowanych. Założenie takie jest więc utopią. Może się okazać (i zapewne się okaże), że przy kwocie inwestycji 1,5 mln zł trzeba będzie z kasy gminy wyłożyć nie 75 tys. zł, ale od 400 – do 750 tys.

Na tytułowej stronie dokumentu widnieje napis „Jedlicze, Warszawa, Gdańsk, Brzozów”. Jedlicze – wiadomo – tej gminy dotyczy opracowanie. A pozostałe miejscowości? Zapewne to siedziby autorów. Pytanie, czy któryś z nich widział obszary, o których pisze? Papier wszystko przyjmuje. I to bez protestów. Ale czy, obiektywnie patrząc, realizacja tej inwestycji rzeczywiście rozwiąże poniższe problemy zidentyfikowane przez autorów opracowania? Jeśli tak, to przebudowa tego małego obszaru:

  • zwiększy ilość miejsc/ofert umożliwiających wspólne, atrakcyjne i aktywne spędzanie wolnego czasu przez dzieci, młodzież i dorosłych;
  • zwiększy możliwości/oferta spędzania wolnego czasu dla osób dorosłych i seniorów;
  • zaktywizuje społeczeństwo w zakresie organizowania i spędzania wolnego czasu;
  • zmniejszy ilość zagrożeń w ruchu komunikacyjnym – liczbę zdarzeń drogowych, ruch dzieci do szkoły stanie się bezpieczniejszy;
  • przestrzeń publiczna dostosowana zostanie do potrzeb osób niepełnosprawnych;
  • zwiększy liczbę miejsc w przestrzeni publicznej do spotkań dla matek z dziećmi i starszych;
  • poprawi zagospodarowanie terenu wokół Domu Ludowego w Jedliczu-Męcince;
  • zwiększy ilość chodników przy drogach (szczególnie przy drogach powiatowych i drodze krajowej) o dużym natężeniu ruchu;
  • poprawi estetykę i zagospodarowanie przestrzeni publicznych – uzupełni braki zieleni niskiej oraz elementów małej architektury oraz oświetlenia terenu;
  • poprawi dostępność komunikacyjną centrum Jedlicza – dojazdy, parkingi, miejsca postojowe;
  • poprawi infrastrukturę rekreacyjno-sportową – m.in. zaplecze stadionu w Potoku, wymagające przebudowy boisko wielofunkcyjne w Jedliczu;
  • zostaną wykorzystane walory turystyczne obszarów rewitalizacji;
  • zwiększy możliwości zbytu lokalnych produktów rolnych – brak dobrze urządzonego targowiska;
  • zwiększy liczbę miejsc do prowadzenia działalności handlowej i usługowej;
  • wzrośnie poziom przedsiębiorczości;
  • zlikwiduje brak stałych miejsc pracy dostosowanych do profilu zawodowego mieszkańców;
  • poprawi dostępność lokali usługowych i handlowych;
  • zwiększy kondycję ekonomiczną istniejących przedsiębiorstw;
  • poprawi estetykę i zagospodarowanie przestrzeni publicznych – braki zieleni niskiej oraz elementów małej architektury oraz oświetlenia terenu;
  • zwiększy udział terenów zielonych;
  • zwiększy stopień wykorzystania OZE (odnawialnych źródeł energii).

 Imponująca lista problemów, które zostaną rozwiązane, nieprawdaż? To nic, że niektóre umieszczono na liście kilkakrotnie. Nieważne, czy na rynku położony jest stadion w Potoku, Dom Ludowy w Męcince lub droga krajowa. Ważne, że napisano obszerne uzasadnienie. W moim odczuciu mamy do czynienia z uzasadnianiem kolejnej inicjatywy z serii „to mój pomysł, w całości go popieram i zrobię wszystko, by go zrealizować”. Odczucie to bierze się z faktu, że w treści programu nie sposób doszukać się informacji o jego autorach. Czyżby wstydzili się swojego „dzieła”?

Wszystkim współautorom Gminnego Programu Rewitalizacji dedykuję myśl Edisona: „Dostrzegać swoje błędy to inteligencja, przyznawać się do nich to pokora, więcej ich nie popełniać to mądrość”.

Milczenie jest złotem

Portal krosnocity.pl poinformował o ciekawej inicjatywie władz Krosna dotyczącej polepszenia komunikacji Jedlicza z Krosnem.  Argumenty wiceprezydenta są rzeczowe i przekonujące. Wiadomo, że najważniejsze w takich sprawach są szczegóły, ale na dyskusję o nich jest czas na późniejszym etapie. Niestety propozycja nie spotkała się z żadnym odzewem ze strony osób działających podobno w interesie mieszkańców. Zapewne oni wiedzą lepiej. Zamiast nowoczesnych przystanków i komunikacji MKS będziemy mieli, zapewne też równie nowoczesne – stojaki na rowery. Teraz ignoruje się możliwość polepszenia komunikacji drogą kolejową. To zapewne też w interesie naszego zdrowia. Nie twierdzę, że propozycja jest korzystna i trzeba ją koniecznie realizować. Na pewno jednak w interesie nas – mieszkańców leży jej rozważenie i rozmowy o szczegółach.

Wiem, wiem, władza powinna kierować się gospodarnością, a przecież milczenie jest złotem. Niestety taką drogą w gminnej kasie nie przybędzie ani jedna złotówka. Ignorowanie i zbywanie milczeniem propozycji Partnera (celowo używam wielkiej litery) jest więc w tym przypadku co najwyżej przejawem jego lekceważenia. Nie budzi też mojej wątpliwości, że to również przejaw braku dobrych manier. I tutaj można nawiązać do tytułowego przysłowia. Przecież złoty kolor ma również słoma wychodząca z butów!

 

A tak na marginesie. Jestem trochę zdziwiony postawą naszych władz. Przecież byłaby kolejna okazja do pochwalenia się słodziutką fotografią na gminnej lub „zaprzyjaźnionej” stronie. Wszakże w szynobusie czy też na jego tle takowej jeszcze nie było.